Think Long Term: While short-term strategies that immediately effect a brand’s bottom line are important, it is equally important to lay the tracks for the future. Social media marketing is a long-term “pull” method that should be seamlessly integrated with “push” portions of your campaign, keeping in mind the ultimate goal of building a community of brand loyal customers.
Stempniak.com
Nowe media. Komunikacja. Marketing.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Social media marketing is a long-term "pull" method
Znalezione na blogu BuzzBin. Pasuje mi to do pointy poprzedniego posta - o mediach społecznościowych należy myśleć - przede wszystkim - w kategoriach długoterminowych.
Tagi:
marketing,
new media,
social media
czwartek, 12 sierpnia 2010
Lody o smaku facebookowym
…to hit tego lata. Już pod koniec tego roku można było przewidywać, że 2010 będzie rokiem Facebooka. Widocznym tego znakiem - wysyp zapytań od klientów zwierających słowo Facebook w różnych konfiguracjach. Konkursy, aplikacje, fan pejdże, profile, reklamy, itd. Trudno się dziwić – liczby są imponujące: 5,5 mln Polaków na FB (Megapanel). Jest to platforma, której marketer nie może ignorować.
W zapytaniach zazwyczaj brakuje paragrafu „Cele”. Czasem dwa razy szukam wzrokiem odpowiedzi na pytanie „Dlaczego chcemy być na Facebooku?”. Brakuje więc zwyczajnie strategii.
Media społecznościowe różnią się od tradycyjnych kampanii (także tych internetowych). Kampanie zaczynają się i kończą w ściśle określonych momentach. A media społecznościowe to konwersacja i budowanie relacji. To długa praca wymagająca zaangażowania marki zupełnie innego niż w przypadku konkursów „kup – wygraj”, które latami były eksploatowane w mediach tradycyjnych.
Myślenie kampaniami w mediach społecznościowych się nie sprawdza.
W zapytaniach zazwyczaj brakuje paragrafu „Cele”. Czasem dwa razy szukam wzrokiem odpowiedzi na pytanie „Dlaczego chcemy być na Facebooku?”. Brakuje więc zwyczajnie strategii.
Media społecznościowe różnią się od tradycyjnych kampanii (także tych internetowych). Kampanie zaczynają się i kończą w ściśle określonych momentach. A media społecznościowe to konwersacja i budowanie relacji. To długa praca wymagająca zaangażowania marki zupełnie innego niż w przypadku konkursów „kup – wygraj”, które latami były eksploatowane w mediach tradycyjnych.
Myślenie kampaniami w mediach społecznościowych się nie sprawdza.
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
Internet to nie wszystko, ale wszystko bez Internetu to…
Tytuł tego posta to parafraza znanego cytatu z komedii „Pieniądze to nie wszystko”. Dokończyć możecie sami lub sprawdzić u wspomnianego źródła. Dodam tylko, że ostatnie słowo jest bardzo niecenzuralne ;).
Dlaczego taki tytuł? Zainspirował mnie projekt odrolnika.pl. Dostawy ekologicznej żywności do domu. Marchewka od konkretnego rolnika, mleko od wybranej krowy (wiedzieliście, że krowy dają mleko o różnych parametrach ?!?!).
Co ma do tego Internet? Pozornie niewiele. I właśnie o to chodzi. Sam biznes nie polega na sprzedawaniu wirtualnej usługi. Odrolnika.pl wpisuje się w trend rosnącej świadomości konsumentów, którzy chcą wiedzieć co kupują i co jedzą. Z drugiej strony rolnik w takim modelu zarabia wielokrotnie więcej (mniej pośredników). Ale to właśnie dzięki Internetowi połączenie konsumenta z producentem jest takie łatwe.
Internet gra rolę łącznika – daje pełną informację (od ekspedientki w sklepie nie dowiemy się z jakiej krowy jest mleko które kupujemy ;)) i umożliwia złożenie zamówienia. Przez Internet, twórcy zamierzają zapewne także docierać do grupy docelowej.
Na pierwszy rzut oka widać, że twórcy odrolnika.pl mają bardzo dobrze przemyślany model biznesowy, ale dopiero zaczynają rozkręcać działalność. Składanie zamówienia odbywa się przez wysłanie na adres e-mail formularza, który możemy ściągnąć ze strony www. Takie rozwiązanie jest prymitywne, ale tanie i pewnie wystarczające. Podoba mi się takie minimalistyczne podejście. Takie „Think big, start small”. Wyobrażam sobie, że jak biznes zacznie się kręcić na poważnie, serwis zacznie przypominać platformę e-commerce.
Odrolnika.pl przypomina mi w pewnym sensie foodzie.com. Serwis działający w USA, który umożliwia kupowanie żywności wytwarzanej w rodzinnych gospodarstwach. Foodzie.com, tak naprawdę, dostarcza tylko silnik e-commerce, do którego włączają kolejnych wytwórców. Oczywiście dobór producentów jest przemyślany: tylko wyjątkowe, wytwarzane w ekologiczny sposób produkty. Proste, genialne, skalowane (!).
Internet spłaszcza świat. Informacja jest bardzo zdefragmentaryzowana, ale jednocześnie, dzięki takim rozwiązaniom jak foodzie.com jesteśmy w stanie dotrzeć do bardzo unikalnych produktów, usług, informacji. Teoria długiego ogona działa. Pojedynczy rolnik sprzeda na lokalnym rynku niewiele. Dzięki odpowiednim narzędziom internetowym może dotrzeć do dużego rynku zbytu. Pod warunkiem, że skala rozwiązania będzie odpowiednio duża (jeśli sam założy e-shop, szanse powodzenia maleją).
Mam nadzieję, że za rok, dwa na odrolnika.pl krakowianin będzie mógł kupić ser koryciński (od Pani Jadwigi z Korycina), a białostoczanin oscypek z Bustryku (od bacy Lassaka).
Dlaczego taki tytuł? Zainspirował mnie projekt odrolnika.pl. Dostawy ekologicznej żywności do domu. Marchewka od konkretnego rolnika, mleko od wybranej krowy (wiedzieliście, że krowy dają mleko o różnych parametrach ?!?!).
Co ma do tego Internet? Pozornie niewiele. I właśnie o to chodzi. Sam biznes nie polega na sprzedawaniu wirtualnej usługi. Odrolnika.pl wpisuje się w trend rosnącej świadomości konsumentów, którzy chcą wiedzieć co kupują i co jedzą. Z drugiej strony rolnik w takim modelu zarabia wielokrotnie więcej (mniej pośredników). Ale to właśnie dzięki Internetowi połączenie konsumenta z producentem jest takie łatwe.
Internet gra rolę łącznika – daje pełną informację (od ekspedientki w sklepie nie dowiemy się z jakiej krowy jest mleko które kupujemy ;)) i umożliwia złożenie zamówienia. Przez Internet, twórcy zamierzają zapewne także docierać do grupy docelowej.
Na pierwszy rzut oka widać, że twórcy odrolnika.pl mają bardzo dobrze przemyślany model biznesowy, ale dopiero zaczynają rozkręcać działalność. Składanie zamówienia odbywa się przez wysłanie na adres e-mail formularza, który możemy ściągnąć ze strony www. Takie rozwiązanie jest prymitywne, ale tanie i pewnie wystarczające. Podoba mi się takie minimalistyczne podejście. Takie „Think big, start small”. Wyobrażam sobie, że jak biznes zacznie się kręcić na poważnie, serwis zacznie przypominać platformę e-commerce.
Odrolnika.pl przypomina mi w pewnym sensie foodzie.com. Serwis działający w USA, który umożliwia kupowanie żywności wytwarzanej w rodzinnych gospodarstwach. Foodzie.com, tak naprawdę, dostarcza tylko silnik e-commerce, do którego włączają kolejnych wytwórców. Oczywiście dobór producentów jest przemyślany: tylko wyjątkowe, wytwarzane w ekologiczny sposób produkty. Proste, genialne, skalowane (!).
Internet spłaszcza świat. Informacja jest bardzo zdefragmentaryzowana, ale jednocześnie, dzięki takim rozwiązaniom jak foodzie.com jesteśmy w stanie dotrzeć do bardzo unikalnych produktów, usług, informacji. Teoria długiego ogona działa. Pojedynczy rolnik sprzeda na lokalnym rynku niewiele. Dzięki odpowiednim narzędziom internetowym może dotrzeć do dużego rynku zbytu. Pod warunkiem, że skala rozwiązania będzie odpowiednio duża (jeśli sam założy e-shop, szanse powodzenia maleją).
Mam nadzieję, że za rok, dwa na odrolnika.pl krakowianin będzie mógł kupić ser koryciński (od Pani Jadwigi z Korycina), a białostoczanin oscypek z Bustryku (od bacy Lassaka).
czwartek, 6 maja 2010
AdTaily rozwija działalność za granicą
Chyba jestem geek-partriotą. Duma mnie rozpiera, gdy polskie startupy prężnie się rozwijają. Jeszcze bardziej cieszy, gdy zaczynają śmiało sobie poczynać za granicami naszego pięknego kraju.
Działania w tym zaresie – jak raportuje Julia Krysztofiak-Szopa – rozpoczęło AdTaily.
Co to jest AdTaily wie każdy geek technologiczny w Polsce oraz spora część blogerów. AdTaily to system umożliwiający:
a) blogerom na zarabianie na reklamie w maksymalnie prosty sposób (technologicznie i formalnie)
b) reklamodawcom na szybkie i łatwe publikowanie reklam na wybranych blogach
Oto krótki i treściwy wywiad Maćka Budzicha z Julią z AdTaily:
Powodzenia po węgiersku to:
Jó szerencse
Jó szerencse
Subskrybuj:
Posty (Atom)
