czwartek, 15 września 2011

WTF Poland, srsly?


Dwa dni temu trafiłem na film promujący Polskę. Pomyślałem, że to odgrzebana przez kogoś produkcja sprzed kilku lat. Dziś dowiedziałem się z tego artykułu, że to film promujący polską prezydencję. Na dodatek nie wiadomo, czy wizerunek gwiazd został wykorzystany zgodnie z prawem. 
A sama produkcja w dwóch słowach: prosta (w złym tego słowa znaczeniu) i tandetna.


Prosta(cka), bo to krótkie i wyrwane z kontekstu komentarze znanych osób, że ktoś z ich rodziny jest Polakiem, czy ma wielu znajomych z Polski. Sory, ale ja nie kumam jak ma to promować Polskę. Podbudować polskie kompleksy – może. Ale dla kogo ma być ten film?
Tandetna, bo wykonanie tego dziełka jest poza krytyką. Można odnieść wrażenie, że to składanka zrobiona przez jakiegoś studenciaka gimnazjalistę. Nie, to zrobił ktoś na zlecenie MSZ. Chociaż… może to się nie wyklucza nawzajem.

Jak dla mnie genialną promocją kraju przez znane osoby są filmy z serii „Inspired by Iceland”. Znajdziemy tu wypowiedzi Terry Jonesa, Viggo Mortensena, Eli Rotha czy Yoko Ono. Nie są to gwiazdy pierwszej ligi, ale ich wypowiedzi są w stanie przekonać mnie do tego, że Islandię warto by kiedyś odwiedzić. Są: prawdziwe, emocjonalne, bardzo personalne, niewyreżyserowane (przynajmniej mam takie wrażenie).
Viggo Mortensen is inspired by Iceland from Inspired By Iceland on Vimeo.

Jak produkcje typu "Polska? Tak!" budują wizerunek Polski? Hmmm... Mi uzmysłowiło to fakt, że polski MSZ zadowala amatorski poziom wykonania zleceń i brak odpowiedzi na strategiczne pytanie "po co?".

1 komentarze:

  1. Wizerunek Polski i Polaków jest fatalny. Nic się nie zmieniło od kilku dekad. To, że my możemy wyjechać i czuć się Europejczykami, nie zmienia faktu, że traktowani jesteśmy jako zaścianek tego kontynentu.
    Polskie przedsiębiorstwa nie mają szans na sukces na rynkach zachodnich, bo źle się to kojarzy. Polskie produkty kupowane są chyba tylko przez polonusów. Nie ma żadnej polskiej marki uznawanej na rynkach całej UE. Polskie wódki, spadają w rankingach. W pierwszej setce są tylko trzy, najlepsza w okolicy 40 miejsca, a jesteśmy przecież największym producentem w UE. LOT nie mieści się w setce największych linii lotniczych na świecie. Orlen zamienił markę w Niemczech na Star, bo sprzedaż była prawie żadna. Znam kilka polskich marek, które po przejęciu przedsiębiorstw nie odważyły się zmienić im nazwy na polską markę.
    Może dlatego trzeba myśleć o budowaniu wizerunku naszego kraju. Ale z głową i w zgodzie z prawem. Co wolno lokalnie, nie ujdzie na sucho poza granicami.

    OdpowiedzUsuń na zawsze