czwartek, 18 listopada 2010

Otwarte dane - by żyło się nam dostatniej!


Udało mi się trafić na Transparency Camp Polska, gdzie miałem dziś przyjemność zamienić kilka słów z Anną Kuliberdą na temat barier w rozpowszechnianiu idei otwartych danych. Problemy są trzy:
  1. Przekonanie organizacji publicznych do publikowania danych publicznych (mapy, statystyki, akty prawne…) w otwartych formatach (czyli takich, które pozwolą na powtórne użycie np. w aplikacji czy usłudze internetowej).
  2. Przekonanie developerów do użycia takich danych – wymyślenia aplikacji, które będą miały „wartość dodaną”.
  3. Rozpropagowanie rozwiązań opartych o tak przetworzone dane, tak aby były społecznie istotne – popularne, wywierające wpływ na jakiś obszar życia.
Jakimś rozwiązaniem byłoby np. zorganizowanie konkursu dla developerów przez władze miasta na aplikacje wykorzystujące dane z jakiegoś obszaru funkcjonowania miasta (komunikacja miejska, harmonogramy wywozu śmieci, cokolwiek). Wzorem NYC Big Apps 2.0 nagrodą mogłaby być po prostu kasa. Uznaliśmy z Anią, że 20 tys za 1 miesjce było by wystarczającą kwotą, by zwrócić uwagę utalentowanych developerów.

Dlaczego ten genialnie prosty pomysł jest genialny? ;)

Primo – Wizerunek: Miasto buduje wizerunek miejsca wspierającego nowe technologie oraz kreatywne i przedsiębiorcze osoby. Tym samym przyciąga takie osoby z innych miast (zwłaszcza jeśli impreza jest cykliczna). Naturalnie musiało by to być odpowiednio nagłośnione i uwzględnione w strategii promocji i komunikacji.

Secundo – Korzyść i oszczędność: Mieszkańcy zyskują użyteczne aplikacje. Ich koszt jest prawdopodobnie wielokrotnie niższy, niż rozwiązania tworzone przez duże firmy informatyczne (które zazwyczaj tworzą totalnie nieprzyjazne rozwiązania, które uzależniają zleceniodawcę od dostawcy – niestety taka jest smutna prawda).

Tertio – Świadomość: …tego, że otwieranie danych (a nie tylko ich dostępność) jest korzystne społecznie.

Pasuje mi to idealnie do Poznania – miasta „know-how”? ;)

3 komentarze:

  1. No ale widzisz, gdy na pierwszym etapie wszystko się blokuje, dalsze nie mają szans na wykazanie się. Zapotrzebowanie na różne dane (które mają instytucje) jest duże, dostępność - mała.

    OdpowiedzUsuń
  2. w takich imprezach jak Transparecy Camp chodzi właśnie o uświadamianie i wywieranie wpływu na decydentów w tym "pierwszym etapie" jak to nazwałeś.
    Jest też tak, że dostępność zazwyczaj jest, natomiast otwartości nie ma. Tzn. np. dane są dostępne w PDF-ie z obrazkiem skanu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, nie pomyślałem o słynnym pdf-ie ze skanem :)
    Mieliśmy kiedyś klienta - w umowie "materiały będą dostarczone w formie elektronicznej". Przysłali kartki zapisane długopisem, dostali odpowiedź, że nie tędy droga :)
    Dzień później, przysyłają w "formie elektronicznej", czyli ów kartki w formie skanu. Bosko.

    OdpowiedzUsuń