wtorek, 14 kwietnia 2009

Korporacje, Kirkegaard i social media

Mówcie co chcecie, ale polski Internet jest 100 lat za Murzynami (z całym szacunkiem do Murzynów).
To co, że mamy 14 mln userów? To nadal mniej więcej tyle ile ma Twitter. Naszego Blipa i Flakera używa w sumie może ze 20-30 tysięcy osób?
Super, że nasza-klasa.pl czy fotka.pl mają wiele milionów zarejestrowanych użytkowników. Poza tymi przykładami, to co się dzieje w Internecie ciągle nie ma skali, która mogłaby być traktowana poważnie jako siła biznesowa lub polityczna.

W myślach porównuję nasz kraj do USA, gdzie takie narzędzia jak Twitter, czy Facebook mogą stać się ważnymi narzędziami w rękach np. kandydata na stanowisko prezydenta lub koncernu motoryzacyjnego z tradycjami.



Narzekam tak trochę z punktu widzenia marketera, który szuka nowych kanałów komunikacji i zazdrością podgląda kolegów zza oceanu…
Za mała skala, za mała istotność, za mały potencjalny wpływ na bieżącą działalność korporacji…

Panowie ewangelizujący blogi i inne „nowinki”! Przeciętny Brand manager w instytucji finansowej nie czyta żadnego bloga (po polsku lub po angielsku). Dla dyrektora marketingu w firmie FMCG bardziej istotne są flaszowe bajery na stronie produktowej, niż to, jak nowe media mogą zmienić relacje z konsumentami…

Widzę 2 (słownie: dwie) możliwości zmiany tego stanu rzeczy:

1. Zmiana warty. Stanowiska decyzyjne zajmą ludzie, którzy będą oswojeni z tym, że świat się zmienia, a innowacja jest integralnym elementem każdego biznesu.

2. Istotność nowych mediów w kontekście marki wzrośnie szybko i mocno. Wpływ i skala tego co będzie się dziać w Internecie nie będą mogły być ignorowane lub marginalizowane, bo będzie się to wiązało z wypadnięciem z gry.

Pewnie zdacie sobie pytanie (ja owszem, wielokrotnie): dlaczego tak niewiele korporacji podejmuje ryzyko, i szansę zarazem, zajęcia pierwszego miejsca w zmianach w komunikacji? Dlaczego tak niechętnie rozpoczynają naukę wygrywania w nowych mediach?
Do głowy przychodzi mi jedna odpowiedź. W słowach duńskiego filozofa S.Kirkegaarda:
Każdy chce rozwoju. Ale nikt nie chce zmian.