czwartek, 6 maja 2010

AdTaily rozwija działalność za granicą

Chyba jestem geek-partriotą. Duma mnie rozpiera, gdy polskie startupy prężnie się rozwijają. Jeszcze bardziej cieszy, gdy zaczynają śmiało sobie poczynać za granicami naszego pięknego kraju.

Działania w tym zaresie – jak raportuje Julia Krysztofiak-Szopa – rozpoczęło AdTaily.

Co to jest AdTaily wie każdy geek technologiczny w Polsce oraz spora część blogerów. AdTaily to system umożliwiający:
a)      blogerom na zarabianie na reklamie w maksymalnie prosty sposób (technologicznie i formalnie)
b)      reklamodawcom na szybkie i łatwe publikowanie reklam na wybranych blogach

Oto krótki i treściwy wywiad Maćka Budzicha z Julią z AdTaily:


Powodzenia po węgiersku to:

Jó szerencse

środa, 24 marca 2010

Raport: Konsument w mediach społecznościowych


Dziś rano otrzymałem świeży i jeszcze pachnący raport Euro RSCG Sensors KNOW: Konsument w mediach społecznościowych. Ucieszyłem się niezmiernie. W rękach e-marketera, który stara się „być na bieżąco”  taki raport nie ma wielkiej wartości poznawczej, za to ma ogromną wartość jako twardy fundament, np. przy mówieniu o tym czym są media społecznościowe, jaki mają wpływ na postawy konsumentów i jaką mają rolę do odegrania w szeroko pojętych marketingu i komunikacji. Jak to zgrabnie ujął Artur Kurasiński: „można się podpierać takim opracowaniem podczas zmiękczania klienta”.
I trudno się z Arturem nie zgodzić. Wynikami badania „Przyszłość marki korporacyjnej” Euro RSCG Poland z 2008 roku podpierałem się już wielokrotnie w prezentacjach szkoleniowych, czy w rozmowach z klientami. Ale że Internet zmienia się hiper-dynamicznie, potrzeba aktualnych danych jest ogromna. Hiper-ogromna. Dwa lata to często przepaść. Nie mówiąc już, że zazwyczaj musimy się posiłkować badaniami i danymi dotyczącymi rynków Zachodnich, bo u nas takie raporty to nadal rzadkość.

Nie chcę powtarzać podsumowania z informacji prasowej, ale zachęcam do jej przeczytania, np. tu:
http://blog.kurasinski.com/2010/03/24/raport-media-spolecznosciowe/
http://webfan.pl/konsument-w-mediach-spolecznosciowych.html

O respondentach
Badanie przeprowadzono na osobach, które korzystają aktywnie (min. raz w tygodniu) z co najmniej dwóch serwisów społecznościowych. To ważne, bo postawy tych osób nie będą reprezentatywne dla całego społeczeństwa. Można powiedzieć, że sprawa dotyczy tych najbardziej innowacyjnych i prawdopodobnie najciekawszych dla wielu marek konsumentów. Prawdopodobnie w dużej mierze są to osoby wpływowe w ich kręgach znajomości (swoim „sołszial grafie”). Zresztą sądzą o sobie, że:
„Jestem osobą, która najczęściej jako pierwsza robi nowe rzeczy” – 41% badanych
A więc są to innowatorzy lub „early adopters”.
„Moi znajomi często proszą mnie o radę i zalecenia w wielu dziedzinach” – 68% badanych
A więc ich zdanie ma wpływ na postawy ich znajomych.
Respondenci uważają, że media społecznościowe to nie chwilowa moda (to nie dziwi, bo są istotną częścią ich życia) oraz „wskazują na potrzebę większej edukacji”. Kwestię tę w kontekście najmłodszych użytkowników mediów społecznościowych poruszałem ostatnio na tym blogu.

Podejmowanie decyzji zakupowych
Wyniki tej części raportu są w dużej mierze potwierdzeniem badań z rynków zachodnich. Nie wchodzą tutaj w rachubę tłumaczenia „no tak, ale to Ameryka, u nas jest inaczej…” ;).
„Przy podejmowaniu decyzji zakupowych polegają w największym stopniu na rekomendacjach otrzymywanych od znajomych (aż 75% badanych, w tym 46% od znajomych internetowych).”
Dodatkowo:
46% ufa zaleceniom ekspertów na blogach lub serwisach społecznościowych.
Tylko 11% przykłada wagę do reklam zamieszczanych w mediach społecznościowych. Zastanawiam się tylko o jaką reklamę chodziło. Czy tylko o display? Czy również inne formy (np. brandowane posty, sponsorowane profile…)

Anonimowość
Ciekawe jest podejście respondentów do anonimowości w Internecie:
„32% uważa, że jest to raczej niemożliwe i w związku z tym niewarte starań. Natomiast 35% jest dokładnie innego zdania. […] Użytkownicy bardziej zaawansowani zdają sobie sprawę z wielu możliwości wykrycia aktywności […].”
Tutaj znów wracamy do edukacji. Temat anonimowości poruszałem też w prezentacji dotyczącej dbania o swoją reputację w sieci w kontekście kariery i szukania pracy.

W ramach podsumowania zachęcam do przeczytania „Wniosków i rekomendacji” u Maćka Budzicha.

Oraz do przeczytania samego raportu (PDF).


poniedziałek, 22 marca 2010

Co Jaś za młodu nabloguje, tego Jan może żałować…

My dorośli nie mamy tego problemu. Raczej nikt nie wygrzebie z Internetu tego, że ktoś, kto teraz jest dyrektorem zapalił kiedyś marihuanę z kolegami na przerwie. Albo, że osiemnastkowa impreza kogoś kto kilka lat później postanowił być księdzem, skończyła torsjami i tragicznym syndromem dnia następnego.
Nie mamy tego problemu, bo nie pisaliśmy blogów, nie dodawaliśmy zdjęć do profili w Naszej-Klasie, nie umieszczaliśmy komentarzy. Jeśli korzystaliśmy z komputera, to do grania. Nie było „social Web”. Bariera publikowania w sieci (jak już się pojawiła) i dzielenia się szczegółami z naszego życia z niemal każdym była bardzo wysoka (trzeba było być programistą). Ta bariera zapewniła nam to, że pewne fakty zostaną tylko naszych wspomnieniach i na zdjęciach pochowanych gdzieś w pudełkach z pamiątkami. Ta bariera ochroniła nas. Sorry za górnolotność, ale w pewnym sensie zapewniła nam niewinność.
Przeżywaliśmy przecież – tak jak przeżywają teraz młodsze pokolenia - częste zmiany poglądów, eksperymenty młodości, okresy „burzy i naporu”, słuchaliśmy New Kids on the Block, czy MC Hammera. To rzeczy zupełnie normalne.
Ale dzieci, które teraz idą do szkoły. Dzieci, które teraz mają 7, 10 czy 15 lat mają problem.
To co w naszym przypadku zostało we wspomnieniach i wyblakłych zdjęciach, w przypadku tych dzieci – zostanie w Internecie.
Dzięki mediom społecznościowym bariera publikacji upadła. Każdy może umieścić informację co dziś zjadł na śniadanie czy zdjęcia z wczorajszej imprezy.
A dzieci i nastolatki korzystają z Internetu bardzo intensywnie:


Źródło: Eurobarometr 2008, raport EU Kids Online 
(via internetstats.pl: http://www.internetstats.pl/index.php/2010/02/korzystanie-z-internetu-wsrod-dzieci-i-mlodziezy-2005-2008/)

Czyli można powiedzieć, że WSZYSTKIE dzieci i młodzież korzysta z Internetu. Oni nie będą już używać terminu „internauta”, bo internautą będzie KAŻDY.
Korzystają z serwisów typu fotka.pl, epuls.pl i przede wszystkim: nasza klasa.pl.

Ale problemem nie jest dostęp do narzędzi i niska bariera publikacji. Problem to brak świadomości. 16-letni Jaś, który akurat tego wieczoru słuchał dużo Rage Against the Machine może umieścić post, w którym wypowiada się na temat stosunku do wojska, państwa i jakichkolwiek form rządu. 24-letni Jan, student politologii, może mieć problem z wytłumaczeniem tego faktu podczas rekrutacji na staż na placówce dyplomatycznej.
Taka sytuacja, nie jest zupełnie beznadziejna i z pewnością możliwa do wyjaśnienia. Ale może zaważyć o korzystnym lub nie potoczeniu się spraw. Może zaważyć o ważnych decyzjach dotyczących przyszłości Jana, a nie do końca od niego zależnych… I tu dochodzimy do kwestii dbania o swoją reputację i wizerunek w sieci.
Moim zdaniem, dzieci, które teraz idą do szkoły powinny być uświadamiane o tym, w jaki sposób korzystać z Internetu w taki sposób, by transparentność, którą zrozumieją zapewne dużo później, nie była dla nich problemem i nie ciążyła na ich reputacji. To brzmi dziwnie „uczyć dzieci dbania o reputację w przyszłości” – prawda? Ale tak naprawdę może to się sprowadzać to uczenia o tym, że sieć nie jest anonimowa, że trzeba być uprzejmym i odnosić się z szacunkiem do innych. Że należy pomyśleć dwa razy, zanim się cokolwiek opublikuje.
Pamiętajmy, że mówimy o ogromnej części społeczeństwa, w której odsetek korzystających z Internetu jest dużo wyższy od średniej UE (TAK!). Postarajmy pomóc im wykorzystać szanse jakie dają nowe media.

Tylko jak? Szkolić pedagogów? Szkolić rodziców? Dodatkowy przedmiot: nowe media? Myślę, że jednorazowa akcja nic nie zmieni. Długotrwała kampania społeczna + szkolenia dla pedagogów, rodziców, dzieci mogły by poprawić jakość korzystania z internetu, a na końcu - może także - jakość treści w internecie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------
P.S. Jeśli poruszamy temat przyszłości dzieci, to chciałbym Wam zaproponować mega prosty i szybki sposób na „zrobienie czegoś dobrego” w tej sprawie. Wystarczy dorzuć się po 10 zł na tę zbiórkę:
http://siepomaga.pl/r/stypendiadladzieci
Ile to 10 zł: Dwie kawy? Jedno piwo w knajpie? Dzięki 10 zł dzieci z małych szkół wiejskich pójdą na zajęcia, które - być może - pomogą im kiedyś zmienić świat ;)
Ani ja, ani serwis www.siepomaga.pl nie ma z tytułu zbiórki, żadnych korzyści materialnych. Jeśli zaś chodzi o korzyści niematerialne – mnóstwo. Ja np. mam świetne samopoczucie po dorzuceniu tych 10 zł :D