czwartek, 15 września 2011

WTF Poland, srsly?


Dwa dni temu trafiłem na film promujący Polskę. Pomyślałem, że to odgrzebana przez kogoś produkcja sprzed kilku lat. Dziś dowiedziałem się z tego artykułu, że to film promujący polską prezydencję. Na dodatek nie wiadomo, czy wizerunek gwiazd został wykorzystany zgodnie z prawem. 
A sama produkcja w dwóch słowach: prosta (w złym tego słowa znaczeniu) i tandetna.


Prosta(cka), bo to krótkie i wyrwane z kontekstu komentarze znanych osób, że ktoś z ich rodziny jest Polakiem, czy ma wielu znajomych z Polski. Sory, ale ja nie kumam jak ma to promować Polskę. Podbudować polskie kompleksy – może. Ale dla kogo ma być ten film?
Tandetna, bo wykonanie tego dziełka jest poza krytyką. Można odnieść wrażenie, że to składanka zrobiona przez jakiegoś studenciaka gimnazjalistę. Nie, to zrobił ktoś na zlecenie MSZ. Chociaż… może to się nie wyklucza nawzajem.

Jak dla mnie genialną promocją kraju przez znane osoby są filmy z serii „Inspired by Iceland”. Znajdziemy tu wypowiedzi Terry Jonesa, Viggo Mortensena, Eli Rotha czy Yoko Ono. Nie są to gwiazdy pierwszej ligi, ale ich wypowiedzi są w stanie przekonać mnie do tego, że Islandię warto by kiedyś odwiedzić. Są: prawdziwe, emocjonalne, bardzo personalne, niewyreżyserowane (przynajmniej mam takie wrażenie).
Viggo Mortensen is inspired by Iceland from Inspired By Iceland on Vimeo.

Jak produkcje typu "Polska? Tak!" budują wizerunek Polski? Hmmm... Mi uzmysłowiło to fakt, że polski MSZ zadowala amatorski poziom wykonania zleceń i brak odpowiedzi na strategiczne pytanie "po co?".

wtorek, 28 czerwca 2011

Politycy mają ten sam problem z social media co marketerzy


Coraz wyraźniej (z każdymi kolejnymi wyborami) widać, że kwestia komunikacji w nowych mediach jest coraz bardziej gorącym tematem dla polityków. Z relacji ze spotkania "Kto ma internet, ten ma władzę?" wnioskuję, że politycy - nawet ci najbardziej "czający bazę" - dopiero raczkują w social media. 
Tomasz Machała (via Gazeta Wyborcza): Trwa jałowy wyścig na napisanie jak najatrakcyjniejszego wpisu. Nie chcę znęcać się nad Grzegorzem Napieralskim. (...) Brakuje mi przebudowy komunikacji tak, by wejść w interakcję z użytkownikiem, brakuje znalezienia i wykorzystania odpowiednich do tego aplikacji np. na Facebooku.
Politycy mają ten sam problem z social media co niejeden marketer: nie potrafią mówić "ludzkim językiem". Językiem innym niż w debacie z TVN-u. Bez okrągłych zdań. Bez dyrdymałów. Telewizja, papier, dykta przyczepiona do płotu zniosą cokolwiek. W rozmowie to nie przejdzie. W rozmowie z człowiekiem za taki styl dostaje się w twarz.


 
 

środa, 8 czerwca 2011

W kwestii "mania" racji...

Znalezione u Setha:
Customers and team members make irrational requests all the time.
That doesn't make them unreasonable. If satisfying their request moves things forward, it's not always worth the effort to teach someone a lesson. Sometimes, it's more effective to just embrace their irrationality.
Being right doesn't always have to be the goal.
Odwieczny dylemat ;)

środa, 4 maja 2011

Rząd UK poszukuje "Executive Director of Digital". Są chętni?

W artykule z The Telegraph dowiadujemy się m.in. o...

Wynagrodzeniu:
[...] will more than justify the £142,000 advertised salary, despite it being only £500 less than the Prime Minister’s wage.
Że nie chodzi tylko o Twittera:
“Twitter will be a tiny part of the job. To call this role a Twitter Tsar is like calling Richard Branson a flight steward.”
Poznajemy powód rekrutacji:
[...] this new job will have a much greater remit – reflecting the rapidly growing importance of digital delivery and communication methods in businesses over the last two years.
Zadanie (myślę, że podobne dotyczyło by takiego stanowiska w Polsce, gdyby ktoś o nim myślał):
Whoever the Government hires will need to have sufficient experience and initiative to take the UK’s ‘company’ to new places it has never been before; places the overall chief, David Cameron himself, will not yet know the Cabinet needs to go.
I na koniec kontekst biznesowy:
But every business ought to have one and the Government is no exception – with huge costs to save and an entire nation to efficiently communicate with. Admittedly smaller businesses probably will not be able to hire someone solely to look after digital – but someone in every company should be tasked with making the digital output of a business an official part of their brief.
Ciekawe kto by się zgłosił, gdyby takie stanowisko utworzono w Polsce?